Archiwa kategorii: Bez kategorii

Powrót taty w dniu wypłaty

Na podwórzu jest kałuża

Z tej kałuży się wynurza…

- … hipopotam? – zapytacie

Nie! To tato po wypłacie!

No i jako ten tato po wypłacie, ja również wynurzam się z kałuży, by powrócić do porzuconego bloga jak syn marnotrawny :) Pewnie nikogo już tu nie ma, ale to nic. Warto gdzieś wylać z siebie to co człowiekowi w duszy gra i buczy ;) Blog był parentingowy. Jaki będzie teraz? Nie wiem. To się okaże. Wyjdzie w praniu. W praniu i prasowaniu, a także przy kawie i mleku, jakem Herbata :)

Koniec i nowy początek

Zawsze jest tak, że z końcem czegoś rodzi się nowy początek. A koniec nadchodzi zawsze. Takoż i nadszedł koniec bloga kawa-herbata-mleko. Dziękuję Wam, że tu ze mną byliście, dziękuję za wszystkie komentarze i całe zainteresowanie. Niniejszym zamykam tego bloga.

Ale obiecałam też nowy początek, prawda? Prawda. Tak więc zapraszam Was na mojego nowego bloga:

CUKROWA MYSZ, czyli Mysie felietony o tym i owym

Mysie felietony nie są już blogiem stricte parentingowym. W myśl słów: „pomyśl co naprawdę chcesz w życiu robić, a potem zacznij to robić” postanowiłam spełnić swoje marzenie o pisaniu i potraktowałam ten blog jako drogę do tego. Staram się, żeby był trochę bardziej profesjonalny, będę tam zamieszczać typowe felietony i ogólnie chciałabym jakoś się wybić wśród całej masy blogerów. Może ktoś mi zaoferuje współpracę? A może jak blog się rozkręci i zacznę składać CV do różnych gazet podziała na moją korzyść? Kto wie? Uważam, że nieźle piszę i mam szansę robić to co kocham za pieniądze jeśli tylko po to sięgnę. Dlatego jeśli spodobają Wam się zamieszczane tam teksty to będę wdzięczna za zaproszenie na mojego bloga znajomych, wzmiankę o nim na swoich blogach itd. Jeśli jakiś mój felieton Was zainspiruje do napisania przemyśleń na ten temat u siebie to, proszę, wspomnijcie skąd tę inspirację zaczerpnęliście. Dla Was to niewiele, a mi może pomóc spełnić marzenia. :)

Pozdrawiam wszystkich gorąco i… nie żegnam się :) Bo mam nadzieję zobaczyć się z Wami na „Mysich felietonach”, gdzie występuję już jako Cukrowa Mysz :) 

Buziaki!

Kiepskie tłumaczenia skruszonej blogerki

Ostatnio kompletnie nie mam czasu na bloga. Ewa weszła (dosłownie) w etap chodzenia, wprawdzie za rączkę, ale jednak i cały czas chce być prowadzana po domu. Albo śpi. Ale wtedy ogarniam co nieogarnięte, sprzątam co nieposprzątane, czytam co nieprzeczytane i staram się utrzymać szczątkowy kontakt z innymi istotami ludzkimi ;)

Dlatego kajam się i przepraszam te nieliczne indywidua, które jeszcze tu zaglądają, że wpisy tak rzadko i tak marnej jakości. Oprócz czasu bowiem brakuje mi ostatnio również weny. Mam nadzieję, że to się szybko zmieni i nadrobię wszystkie zaległości.

Przepraszam też, że tak rzadko zostawiam ślad na Waszych blogach, ale naprawdę ani czasu ani specjalnej ochoty nie mam na czytanie. Ochoty to nie dlatego, żeby wam brakowało polotu, absolutnie nie! Po prostu jak już mam czas dla siebie to naprawdę wolę usiąść przy zaniedbanych książkach niż przed ekranem. Sorry. Sorry bardzo.

Zatem do, (rychłego mam nadzieję), zobaczenia!

Bare with me…

Przywracanie wiary w ludzkość

Na joemonster.org jest taka seria artykułów „Przywracanie wiary w ludzkość.”

Polecam. Polecam każdemu. Szczególnie tym, którzy nie wierzą w bezinteresowność i dobro w ludziach. Polecam tym, którzy uważają, że czynienie dobra musi być na wielką skalę. Zachęcam do naśladowania :)

Nie będę przepisywała całego artykułu tylko na koniec posta podam link. Jeśli chcecie przeczytać inne części tej serii wystarczy na samym dole artykuły kliknąć guzik „w poprzednim odcinku.”

Dla leniuchów: MAŁO CZYTANIA, MOCNY PRZEKAZ, KAŻDY PUNKT OPATRZONY ZDJĘCIEM :)

PRZYWRACANIE WIARY W LUDZKOŚĆ

Sprawy organizacyjno – eee… coś tam.

Po pierwsze: chciałabym podziękować z całego serca wszystkim za miłe komentarze i życzliwe słowa :* Tylko t.vik może się spodziewać przysłania rachunku za ponowne zakładanie szwów jak wyniucham jego adres ;) Naprawdę aż mi się ciepło na serduchu zrobiło jak weszłam dzisiaj na bloga i zobaczyłam te wszystkie życzenia powrotu do zdrowia.

Dopiero dziś wróciłam ze szpitala i z kopyta wzięłam się za powracanie do normalnego życia, z wyłączeniem dźwigania oczywiście. Okazało się to i tak zbyt hurra-optymistyczne podejście więc w tej chwili przeforsowana leżę i próbuję skupić się na czymś innym niż na bólu rany pooperacyjnej, dlatego nie jestem w stanie powiedzieć czy z racji przytłaczającej ilości wolnego czasu notki będą się pojawiały częściej, czy raczej z racji słabości i niskiej odporności na ból, (bo jestem mięczakiem) będą się pojawiały rzadziej. Ale kilka napisałam w szpitalu więc raczej patrzyłabym na to optymistycznie. Nie poszedł mi tylko jakoś tekst o rodzinie wielopokoleniowej. Nie wiem jak go ugryźć. Chyba najbardziej by mi pasowała forma dialogu z kimś, kto ma inne poglądy na ten temat. Jest ktoś chętny? :D

W szpitalu było ogólnie super. Znieczulenie – miodzio. Oczywiście obudziłam się na sali pooperacyjnej, porozglądałam się samymi oczami, bo bałam się poruszyć, po czym – usłyszawszy deszcz za oknem – chciałam sprawdzić czy naprawdę aż tak leje i… podniosłam się na łokciach. Skończyło się to naturalnie głośnym jękiem i opadnięciem do pozycji wyjściowej, a potem cichym skamleniem: „sioooostrooo…” Ale ogólnie ból był do zniesienia. Mimo mojej mięczakowatości uważam wciąż, że ból po porodzie kleszczowym był dużo gorszy.

Oczywiście nie obyło się bez zabawnych sytuacji. Pierwsza miała miejsce w windzie. Ta leciwa cholera skoro tylko dotrze na miejsce wyraźnie podskakuje. Nie wiem, może z radości, że się dotelepała i nie spadła. Nie jest to zbyt fortunny moment jazdy kiedy się jest po operacji na macicy. Schody też raczej nie były opcją. Zjeżdżałam wczoraj poczciwą staruszką, żeby wyjść do rodziców i Ewuni na parking. Koniec jazdy został jak zwykle zaanonsowany radosnym hop! Syknęłam z bólu i – będąc sama w windzie – powiedziałam do niej z wyrzutem: Może by tak delikatniej z tym hamowaniem, co? Drzwi, które niepostrzeżenie zaczęły się otwierać wraz z początkiem zdania dokończyły swą mozolną wędrówkę i ukazały w pełnej krasie obcego faceta. Biedak najwyraźniej czekał na windę, a w zamian dostał windę z niespodzianką – uciekinierką z oddziału psychiatrii.

Druga sytuacja miała miejsce już dziś. Po pierwszym kozakowaniu umościłam się wygodnie na łóżku i zaczęłam oglądać nagrane odcinki Gwiezdnych Wrót, a rodzice poszli na spacer z Kitką. Wkrótce po osiągnięciu przeze mnie idealnej pozycji – jestem strasznie wybredną wiercipiętą – zadzwonił dzwonek do drzwi. Oczywiście! Poczta. Najlepszy przyjaciel wypoczywającego człowieka. Zwlekłam się więc z łóżka i poślimaczyłam do drzwi. Jasne. Paczka. Ile? Ok, już przynoszę, czekaj pan. Człap – człap – człap do pokoju po torebkę. Cholera, nie ma! Gdzie jest? Aha, pewnie w przedpokoju została. Człap – człap – człap do przedpokoju po portfel. Cholera! Byłam w szpitalu więc przezornie w portfelu zostawiłam tylko 20 zł. Człap – człap – człap do pokoju po kasę. I znowu ślimaczenie do drzwi. Wlokąc się z portfelem w jednej i brzuchem w drugiej ręce pomyślałam, że strasznie głupio, że tak długo szukałam pieniędzy. Zaczęłam więc automatycznie myśleć nad wytłumaczeniem.

Przepraszam, że tak długo, ale dopiero wróciłam ze szpitala po operacji i kiepsko się ruszam. – Nie no, co ja głupia? To nie nasz regularny listonosz tylko jakiś inny. A jak postanowi skorzystać z okazji i nas… ograbić??? Powinno być coś bardziej groźnego. Yyyy…. To może:

Przepraszam, że tak długo, ale dopiero się włamałam do tego domu i jeszcze nie wiem gdzie co leży.

Kilka spraw raportowo-organizacyjnych

Jak minęły Wam święta? U nas Mlekojadowi wyrzynała się – i dalej to robi – akurat dolna piątka, a i zmienna pogoda nie pomagała, więc było sporo marudzenia i budzenia się przed czasem, ale i tak było wspaniale :) Właściwie nie powinnam nazywać jej już „Mlekojadem”, bo mając  m-cy postanowiła, że mleko jest be i w ogóle co my jej za kity wciskamy, przecież to nie jest pełnowartościowy posiłek. Tak więc dzienne spożycie mleka ograniczyło się do pierwszego posiłku rano i wieczornej kaszki. Na drugie śniadanie przemycam jej jeszcze mleko w postaci gęstej kaszki podawanej łyżeczką. Ze zmiennym szczęściem. Potem jest obiadek, a popołudniu podwieczorek. Staram się, żeby to był owocowy deserek, ale też różnie to bywa, bo ostatnio nie ma na nie ochoty. Za to między posiłkami dostaje swoje ulubione ostatnio danie, które mogłaby jeść cały czas – chleb.

No, proszę. Wiadomo o co chodzi – Chleba i igrzysk! – woła Mały Generał parskając wszędzie okruchami i wymachując energicznie piąstką zaciśniętą wokół zdobycznej skórki od chleba. Skórki są na masowanie swędzących dziąsełek, zaś miękki środeczek jest zjadany w postaci posmarowanych masłem małych kawałeczków podawanych przez mamę. I tak cała pajdka zostaje błyskawicznie zdezintegrowana.

Poszłam też po rozum do głowy po przeczytaniu tego oto posta Doroty z Maminkowa  - Dorotko, robię Ci reklamę, widzisz? doceniasz? ;) – i zaczęłam wracać do naszej dawnej normy, czyli wieczornego rytuału, na którego koniec Ewa zasypiała sama odłożona przeze mnie do łóżeczka. Nie mam pojęcia dlaczego, w którymś, (nie najlżejszym dla niej wagowo), momencie przyzwyczaiłam ją do zasypiania na rękach. Odkręcenie wszystkiego poszło zaskakująco łatwo i po początkowych trudnościach w postaci 20-minutowego jęczenia przed zaśnięciem wcześniejsza tradycja została uratowana. Kołysanie na rękach pokutuje jeszcze w ciągu dnia kiedy to po zabawie i wśród wielu bodźców trudno jest się małej bez niego wyciszyć na tyle żeby zasnąć. Ale powolutku dojdziemy i do tego. Nie ma zbytnio wyjścia, bo pojutrze idę do szpitala na operację i niestety nie będę mogła po niej dźwigać, a nie chcę obciążać tym mamy, która ma chore stawy.

I to jest ta sprawa organizacyjna. Nie będzie mnie przez jakiś tydzień. Mam nadzieję, że w szpitalu uda mi się napisać kilka postów na zapas tak żebym mogła je później w miarę regularnie dodawać. Szczególnie większy materiał, (brzmi profesjonalnie, co ;P), o rodzinach wielopokoleniowych, na którym dość mi zależy. Ale nic nie obiecuję, okaże się jak będzie.

Zatem farwell my friends! W razie gdybym kipnęła w czasie operacji ;) Ale nie róbcie sobie nadziei, jeszcze was trochę pomęczę swoją pisaniną na moim i waszych blogach ;P Bądźcie grzeczni i nie naróbcie mi bigosu na blogu jak mnie nie będzie :D

Pozdrawiam i dobranoc :)

Życzenia Wielkanocne

Wszystkim obchodzącym święto Zmartwychwstania Pańskiego:

Spokojnego, zdrowego i pełnego przeżycia tych świąt w gronie rodziny. Wielu łask Bożych i ciągłego przezwyciężania własnych słabości w budowaniu lepszego życia, a także radości z pustego grobu pańskiego!

image029

Jedna ze stacji z Jasnogórskiej Golgoty autorstwa mojego ukochanego Dudy-Gracza

Wszystkim, którzy nie wierzą, ale i tak obchodzą Wielkanoc:

Smacznego jajka, mokrego dyngusa i bogatego zająca :)

smieszne-jajka na wielkanoc

zdjęcie z bloga http://ubaf.blogspot.com/

Liebster Award

Bardzo, bardzo, bardzo dziękuję Ewelinie Malinie z Malinkowego Domu za nominację do Liebster Award.

Zasady:
„Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował”.

1. Co zrobiłaś jak ujrzałaś na teście 2 kreski?

Krzyknęłam. Pobiegłam do pokoju i z impetem położyłam M. test na kolanie szeroko się uśmiechając. On uśmiechnął się, wstał i mocno mnie objął.

2. Najgłupszy przesąd jaki usłyszałaś w ciąży?

Żeby nie nosić szali i apaszek, bo dziecko się owinie pępowiną. Jak również, że jeśli matka zobaczy mysz albo szczura to gdzie się dotknie w tym momencie tam dziecko będzie miało włochate znamię, tzw. myszkę.

3. Ulubiona słodka przekąska?

Kinder Bueno Mini, chyba że mam ochotę na domowe wypieki – wtedy rogaliki piwne i domowe pączki mamci. 

4. Sieciówka czy SH?

Bez różnicy.

5. Na jakie zachcianki wydajesz najwięcej?

Chyba jednak na jedzenie :) 

6. Jak reagujesz na pobieranie krwi?

Śmieję się igle w twarz ;) Nie, poważnie, kompletnie mnie to nie rusza.

7. Co ostatnio przeczytałaś?

Jestem w trakcie trylogii „Igrzyska śmierci”. 

8. Ulubiony serial?

Namiętnie oglądam ostatnio „Gwiezdne wrota”, ale ulubiony-ulubiony to chyba „Jak poznałem waszą matkę”.

9. Jaki masz widok z okna?

Jezdnia, za nią pole, pas porozrzucanych domków i las.

10. Drugie imię?

Po babci – Aldona.

11. Morze, góry, las?

Morze, góry i las :) 

 

Jeszcze raz dziękuję! Nominuję zatem:


http://ja-tata.blog.onet.pl/


http://niezdecydowanie-zdecydowana.blog.pl/


http://maminkowo.blog.onet.pl/


http://colubiedladzidzi.blog.pl/


http://smoczkiem-po-lapkach.blogspot.com/


http://pisanymyslami.blog.pl/


http://extrawertycznie.blogspot.com/


http://onlymymotivation.blogspot.com/


http://pragnieniedziecka.blog.pl/

Nie zdążyłam się zapoznać z twórczością innych bloggerów, a nie chcę wciskać na ślepo adresów, których nie znam, bo to nie ma być łańcuszek szczęścia tylko fajna zabawa ;) Pozdrawiam, a oto pytania:

  1. Ulubiony cytat (z filmu, książki, piosenki, sztuki… wszystko jedno)
  2. Ulubiona zabawa, w którą bawiłeś/łaś się jako dziecko.
  3. Najwcześniejsze zapamiętane wspomnienie.
  4. Pierwsza myśl rano.
  5. Czego byś nigdy nie powiesił/a w swoim pokoju?
  6. Słowa, których nadużywasz (przekleństwa się nie liczą)
  7. Ulubione miejsce na ziemi
  8. Twoja metoda na stres.
  9. Czym się kierujesz w podejmowaniu decyzji i dokonywaniu wyborów?
  10. Jeśli Niebo istnieje to co chciałbyś/chciałabyś usłyszeć od Boga u bram Raju? (Niewierzący też odpowiadają zwracając szczególną uwagę na słówko „jeśli” ;) )
  11. Jak chciałbyś/chciałabyś umrzeć?

Herbata się wita

3,5 miesiąca. Tyle dokładnie ma moje dziecię i tyle mi czasu zajęło nacieszenie się nią na tyle, żeby się odkleić od tej cudowności i zająć innymi rzeczami. Nie żebym nie miała czasu. Po prostu dopiero teraz poczułam jakąkolwiek potrzebę robienia czegoś dla siebie. Wcześniej była tylko ona (Kitka, czyli Mleko), on (małż-on, czyli Kawa) i książki. Bo czytać uwielbiam. Czytałam nawet kiedy Kitka miała tydzień a ja ją karmiłam. Operacja wyglądała następująco. Siedziałam na kanapie z potomkinią na ręku, z łokciem opartym o złożoną cebuszkę, naprzeciwko mnie książka rozłożona na krześle i tylko trzymałam butelkę brodą kiedy odwracałam kartkę. Co chwila oczywiście kontrolny look na młodą, całuski w czółko, chwila radosnego gaworzenia i znów parę zdań. Działało to niestety tylko z książkami mocno przechodzonymi, które rozkładały się przede mną jak Sasha Grey przed kamerą, ale i tak pomagało nie zasnąć w czasie nocnych karmień. Teraz na szczęście atrakcje z nocnym wstawaniem do dziecięcia mam już za sobą  więc i ja odpoczywam i książki.

Bloga zakładam, bo mi się aktualnie chce i zobaczymy ile wytrwam na placu boju zanim mi się nie odechce. Mój słomiany zapał jest legendarny, więc uczciwie ostrzegam. Zresztą nie wiem kogo, bo raczej nikt tego nie czyta ;-) Ale dla jakiegoś zabłąkanego czytelnika mogę się nawet przedstawić i dać trochę lepiej poznać. W tym celu przedstawiam [głęboki wdech]

KWESTIONARIUSZ OSOBOWOŚCI PROUSTA:

  1. Główna cecha mojego charakteru:  wybuchowość.
  2.  Cechy, których szukam (oczekuję) u kobiety: ale jako partnerki? Nic, bo jestem (wstyd się przyznać) hetero.
  3. Cechy, których szukam (oczekuję) u mężczyzny: opiekuńczość
  4.  Cechy, które cenię u przyjaciół:   lojalność
  5. Moja główna wada:   wybuchowość
  6. Moje ulubione zajęcie:   czytanie Kitce bajek, nauka języków
  7. Moje marzenie o szczęściu: kochająca się bliska sobie rodzina
  8. Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk:  motyle, myśl, że Kitce mogłoby się coś stać
  9. Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem: poważna choroba Kitki.
  10. Kim lub czym chciałabym być, gdybym nie była tym, kim jestem: ptakiem.
  11. Kiedy kłamię…: brzmię bardzo przekonująco.
  12. Słowa, których nadużywam: faken di szit, w dupę jeża, faken de cziken.
  13. Ulubieni bohaterowie literaccy: Herkules Poirot, duet Don Kamillo i Peppone (z książek Guareshi’ego).
  14. Ulubieni bohaterowie życia codziennego: oczywiście Kawa, Mleko i rodzice, których bardzo podziwiam i szanuję.
  15. Czego nie cierpię ponad wszystko: ranić ludzi, których kocham.
  16. Moja dewiza: będzie co ma być, a jak już będzie to jakoś sobie z tym poradzę.
  17. Dar natury, który chciałabym posiadać: mimikra.
  18. Jak chciałabym umrzeć: przed mężem (w sensie, że pierwsza, nie, że na jego oczach).
  19. Stan obecny mojego umysłu: euforia i chęć robienia CZEGOŚ
  20. Błędy, które najłatwiej wybaczam: te, do których delikwent się przyznaje, (a najtrudniej własne).

No i drugi, czyli kwestionariusz PIVOTA:

1.Jakie jest Twoje ulubione słowo? Ze względu na brzmienie: czyszczę, proszek, perła, lanolina.
2.  Jakiego słowa nie lubisz? Również ze względu na brzmienie: obleśny, resuscytacja, zgrzyt, kwaśny, kwalifikacja.
3.  Co cię nakręca? Poczucie, że jestem potrzebna.
4.  Co cię zniechęca? Złe nastawienie innych.
5.  Jaki dźwięk lubisz? Chrzęst żwiru gdy małż wraca z pracy.
6.  Jakiego dźwięku nie znosisz? Tego, który oznacza, że muszę wstać kiedy nie chcę wstawać. Wyjątek: kitkowy śmiech oznaczający, że trzeba iść robić mleko. Kiedy ona zaraz po przebudzeniu się śmieje ja też mam na to ochotę :-)
7.  Twoje ulubione przekleństwo? Faken di szit, kurrrrrwwffffrraaaghhrrrRRAU!
8.  Jaki inny zawód mogłabyś wykonywać prócz obecnego? Tłumacz.
9.  Jakiego zawodu nigdy nie chciałabyś wykonywać? Polityk.
10.  Jeśli niebo istnieje, co chciałbyś usłyszeć od Boga u bram raju? Wchodź do środka.