Nienia

Mam taki zbiór wierszyków zatytułowany „Dyrdymałki”. Jest ze mną od niepamiętnych czasów, ma już pożółkły papier, zniszczone strony, gdzieniegdzie rysunki są „upiększone” moją zamaszystą rączką… Na przestrzeni lat stracił w tajemniczych okolicznościach okładkę, więc mama sama zrobiła mu nową. I w tym tomiku ślicznych i pouczających wierszyków jest taki jeden:

Nienia

- Nie chcę bułki

Ani kęsa,

Nie chcę zupy,

Nie chcę mięsa.

Nie!

- Nie chcę sosu

I sałaty,

Nie chcę mleka

I herbaty.

Nie!

- Nie chcę bawić się

Dziś wcale,

Nie chcę misia,

Nie chcę lalek.

Nie!

- Nie chcę leżeć,

Nie chcę spać,

Nie chcę chodzić,

Nie chcę stać.

Nie!

- Jeśli jesteś 

Taka „Nienia”,

To cześć Nieniu,

Do widzenia.

Pa!

Świetnie się odnosi do obecnej sytuacji mojego dziecięcia. Dziecię jeszcze wprawdzie nie mówi, ale to nie znaczy, że nie umie się porozumiewać z otoczeniem. Umie. A najsprawniej opanowała klasyczne zaprzeczenie i odmowę, czyli kręcenie głową na „nie”. Bardzo szybko odkryła, że nowa umiejętność nie tylko wzbudza zachwyt rodziny, ale daje jej pewien zakres władzy. Z każdym kolejnym dniem obserwowałam jak Kitka wciąż na nowo upaja się tym, że może czegoś odmówić i że ta odmowa zostanie uszanowana. W ten oto sposób zostaliśmy pozbawieni buziaków i przytulasów, bo każde pytanie: „Dasz mamie buzi?” zostaje skwitowane pełnym zadowolenia kręceniem głową. Czasami z bonusem w postaci efektów dźwiękowych takich jak: „m-m-m”, albo „ne, ne, ne, ne”. Za każdym razem widzę ten badawczy wzrok pytający czy tym razem ta dziwna magiczna władza też podziała, czy nie? A potem tryumfujący uśmiech. Tak! Znowu się udało! Oh, yeah! I’ve got the power! Mały Bruce Wszechmogący :) Od czasu do czasu z wyżyn swej łaskawości Kikul sypnie jakimś buziakiem i pobłażliwie patrzy, że mamy z tego taką radochę. Jak małpa z kostki mydła.

Niestety weszliśmy też w etap prób siły. No, bo skoro zwykłym „ne, ne, ne” da się do pewnego stopnia kształtować rzeczywistość, to czym jeszcze? Gdzie są granice? A może ja mogę wszystko? Obstawiam, że takie właśnie myśli roją się w tej kudłatej ponad miarę główce. Tak więc Ewa sprawdza granice swojej władzy nad otaczającym ją światem a przy okazji, (taki mały efekt uboczny), granice naszej cierpliwości. Z uporem maniaka powtarza czynności, których jej zabraniamy, (wrzucanie psiej karmy do psiej miski z wodą), zagląda w miejsca, w które zaglądać jej nie wolno, (szuflada i szafka biurka), dotyka zakazanych rzeczy, (słoiki – jak uda się, któryś dorwać należy zrobić co następuje: zacząć szybko uciekać, głośno piszczeć z zadowolenia). Oprócz tego niestety próby siły odbywają się czasem w sposób jednostronnie siłowy. To znaczy ona używa wobec nas siły pięści, a nas świerzbi ręka, ale wiemy, że należy nadstawić drugi policzek. Choć najczęściej oba rozwiązania zawodzą, bo świerzb nie zostaje zaspokojony siarczystym klapsem (powiedziałam, że nie to nie), ale i drugiego policzka nie nadstawiamy, tylko się oburzamy, mówimy, że absolutnie nie wolno i obrażamy się. Działa doraźnie. Ale na skutki długofalowe mamy jeszcze czas.

W każdym razie Ewa chyba w swoim pokrętnym toku myślenia połączyła chęć czułości z odmawianiem nam jej właśnie przez bicie. Przynajmniej w moim przypadku. Nie raz bowiem spotkałam się z taką sytuacją: trzymałam Kikula na rękach, ona zaczynała mnie bić po twarzy, ja oburzonym głosem mówiłam: „Hej! Dlaczego bijesz mamę? Nie wolno bić!”, a ona natychmiast z szerokim uśmiechem podstawiała mi policzek do całusa. Najwyraźniej wyznaje filozofię, że lepiej prosić o wybaczenie niż o pozwolenie…

Dość długo mnie nie było, bo ponad miesiąc, ale postaram się wrócić do normalnej rutyny pisania. Co zrobić. Shit happens.

7 myśli nt. „Nienia

  1. Antonia

    ale macie fajnie z taką „Nienią”. to czasami trudne postawić na swoim ale konsekwencja to jest to. żebym ja tak miała z móją siostrzenicą… na razie jest malutka ale trzeba już wprowadzać konsekwencję.

    Odpowiedz
    1. Herbata Autor wpisu

      Niestety. A wiadomo, że nie zawsze jest to łatwe. Co więcej, zdarza nam się czasem, że tej konsekwencji brakuje, choć nigdy w poważnych sprawach. Ciężko jest czasami wyczuć złoty środek między surowością a pobłażliwością :)

      Odpowiedz
  2. ~Agulec

    He, he, wierszyk w sam raz dla Panny M, która z dzikim upodobaniem używa ne ne ne, choć niekoniecznie oznacza to, że za sekundę nie zmieni zdania ;) Zaczyna być śmiesznie ;) Dobrze, że wróciłaś :)

    Odpowiedz
    1. Herbata Autor wpisu

      No, to Ewa w tej kwestii jest super-konsekwentna. Jak już powie „ne” to ne-odwołalnie :D Z jednej strony jestem z niej dumna (kolejna przesłanka, że ta dziewczyna ma naprawdę silny charakter), z drugiej jest to czasami niebywałe utrudnienie, (bo ta dziewczyna ma niebywale silny charakter!)

      Dobrze, że WY wróciliście :) Myślałam, że po tak długiej przerwie nikt tu nie zajrzy…

      Odpowiedz
  3. ~Ilona S.

    Hej! Juz się powtarzam, ale nasze córeczki są do siebie bardzo podobne! takie charakterki. U nas też króluje słowo NIE! ze wszystkich bajeczek jakie ma, moja Misia najchętniej „czyta” te stare MiniBajeczki po mamie, wujku i cioci :)

    Odpowiedz

Odpowiedz na „AntoniaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>