Wieczorne spostrzeżenia matki

W książce „W Paryżu dzieci nie grymaszą”, o której pisałam tutaj, jest taki ciekawy cytat. Autorka przytacza słowa swojej koleżanki, Francuzki, która mówi, że wieczorem po całym dniu nie chce już widzieć zabawek swoich dzieci w innych pomieszczeniach w domu. Muszę przyznać, że z jednej strony ją rozumiem. Człowiek chce się zrelaksować po męczącym dniu a tu – bach! – nadeptujesz na piszczącego misia, drugą stopą na piłeczkę, przewracasz się, suniesz majestatycznie dwa metry na pozostawionym na środku pokoju jeździku i z gracją lądujesz w nieuprzątniętym zamku z klocków. 10 na 10!

Niemniej ja sama mam trochę inne odczucia. Usypiam Ewę, wychodzę z jej pokoju i mój wzrok trafia na:

a) jeden różowy bucik, rozmiar 19, pozostawiony na biurku,

b) plastikową, nakręcaną żabkę, która ma akurat przerwę w skakaniu, również pozostawioną na biurku,

c) zabawkowy kręgiel, koloru fioletowego koło misek z psim jedzeniem,

d) plastikowe kółeczko z wieży wkopane pod biurko,

e) krasnala – magnes na lodówkę zażywającego relaksu na stoliczku, obok zegara,

f) jeździk zaparkowany tuż koło drzwi do pokoju dziecięcego, (zapewne, żeby właścicielka mogła go użyć zaraz po wstaniu),

g) lalkę porzuconą w dziwacznej pozie koło naszego łóżka,

h) dowolny przedmiot niewielkich rozmiarów ułożony troskliwie w nocniku,

i) kolorowego bąka przewróconego na bok i czyhającego na naiwniaka, który nadepnie go łamiąc tym samym pręcik napędowy (ha! niedoczekanie podstępny bąku, ty!),

j) kilka magnesów, które zamiast grzecznie trzymać się lodówki zostały schowane pod leżący pod nią dywanik, (na później),

k) dywan upstrzony klamerkami (to ostatnio zabawkowy hit – koszyczek z klamerkami).

Co ciekawe naprawdę to lubię :) Od kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży czekałam na to. Na ten moment kiedy Ewa wygospodaruje sobie swoje własne miejsce w naszej przestrzeni. Kiedy cały dom będzie naznaczony jej radosną obecnością. Cieszy mnie to, a takie „znaleziska” mnie rozczulają :) Przyjdzie niedługo moment, kiedy zacznie mi pomagać w sprzątaniu, ale to jeszcze nie teraz. Jeszcze jest na etapie wyciągania, a nie wkładania. Ale powoli oswajam ją ze sprzątaniem, zapraszam mówiąc wieczorem „Chodź Ewuniu, teraz powkładamy zabaweczki do pudełka, tak? Pomożesz mamie? I siuuup! Zobacz, klocek ląduje w pudełku.” Nie chciałabym wprawdzie utonąć w morzu zabawek zostawionych beztrosko przez dziecko w całym domu, ale nie chciałabym też nie mieć ani jednego namacalnego „dowodu”, że moja mała szkrabo-szelma cały dzień tu kitkowała :)

5 myśli nt. „Wieczorne spostrzeżenia matki

  1. ~Ilona S.

    Dokładnie tak samo mam i ja :) Pewnie, że nieraz mam słabsze chwile i marzę o chwili „urlopu”, ale nigdy nie drażnił mnie widok czegokolwiek związanego z moim dzieckiem. A już zwłaszcza kiedy śpi i nie można doczekać się kolejnego spotkania ze szkrabem.

    Odpowiedz
  2. ~Mira Faber

    Ja kiedyś przeniosłam wszystkie zabawki z salonu do dziecięcych pokoi, bo salon dosłownie tonął w tym wszystkim. Ale i tak codziennie znoszą mi to na dół, więc teraz kupiłam taką skrzynię, która robi za ławę, ale otwiera się od góry i w niech chowają sobie to, czym bawią się na codzień. Mimo to i tak po całym domu leżą w jakichś zakamarkach ich zabawki, gumki do włosów i właśnie pojedyncze buty. I to jest miłe dla oka :) Popzdrawiam. Mira

    Odpowiedz
  3. Anna

    Pamiętam, że moi rodzice inwestowani w duże, wiklinowe koszyki z zamykaną klapą. Wszystkie klamoty w pięć minut znikały z pola widzenia:)

    Odpowiedz
    1. Herbata Autor wpisu

      My na razie w tym celu używamy dwóch pudeł po pampersach :) Zainwestujemy w kosze jak będzie tego więcej. Pamiętam, że ja też miałam taki, tylko że plastikowy :)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>