Najfajniejszy wiek i problem nie do rozwiązania

Ewa 11 dni temu skończyła 10 m-cy i muszę przyznać, że – jak do tej pory – to chyba jej najfajniejszy wiek. Zaczęła już sama chodzić, (choć nadal jest ostrożna – przez progi przechodzi na czterech, a na nieznanym terenie woli trzymać kogoś za rękę), potrafi się fajnie bawić, tak sama jak i z nami, umie się skupić na coraz dłużej. Oprócz tego nie zniknęła na szczęście jej najwspanialsza cecha czyli niesamowita pogoda. Dzidzior jest roześmiany i zawsze skory do żartów i zabawy. Potrafi popłakać, potrafi zaprotestować jak coś, lub ktoś jej się nie podoba, a nawet dzisiaj przeszła pierwszy pokaz buntu dwulatka (przed roczkiem???). Mianowicie uznała, moją prośbę o niewyciąganie piłek z kosza w sklepie z zabawkami za bezzasadną. Kiedy z kolei ja uznałam, że skoro powiedziałam „nie” i przeniósłszy ją dwa metry dalej próbowałam postawić na podłodze, zaczęła mi się pokładać, krzyczeć i zalewać się rzewnymi łzami. Moją fantastyczną cechą jest konsekwencja, więc nie przejęłam się kompletnie ludźmi w sklepie, wzięłam Ewę na ręce i zainteresowałam ją czymś innym. Tak czy siak, mimo wszystko, (również mimo upartego budzenia się w nocy i odmowy zaśnięcia…), Kitka weszła w najfajniejszy jak do tej pory wiek. Najgorsze doświadczenia jak na razie miałam w miesiącach 8 – 9. Zaczęła się wtedy budzić w nocy a w dzień była wyjątkowo marudna i płaczliwa. Przypuszczam, że mogło to mieć coś wspólnego z tym, że dużo chciała, a jeszcze nie mogła. Nie chciała bawić się sama i nie umiała się skupić na dłuższy czas przez co zajmowanie się nią w połączeniu z jej ciągłymi napadami frustracji naprawdę było trudne i mało przyjemne. Ale teraz jest super :)

Tylko co z tym budzeniem się? Może ktoś z Was miał podobny problem, albo ma jakiś pomysł? Kikul budzi się w nocy między 2 a 5, dostaje mleko, ma przebranego pampera, a potem nie śpi od 1,5 do nawet 3 godzin. Czasem chce jej się bawić, ale przeważnie wygląda na śpiącą. Ale nie śpi. Próbowałam chyba wszystkiego. Wymyśliłam mianowicie, że: może jest jej duszno, może nie podoba jej się całkowita ciemność, może jest jej za gorąco, za zimno, może chce przytulankę, może trzeba lulać i kołysać tak, siak i jeszcze inaczej, może zamiast kołysać lepiej pogłaskać po buzi, albo po pleckach, puścić kołysanki, posiedzieć w pokoju, wyjść z pokoju i przez dłuższą chwilę nie reagować na marudzenie, (spokojnie, nie pozwoliłam jej płakać rzewnymi łzami), dokarmiać ją na śpiku około 22 – 23, czyli przed naszym pójściem spać… To chyba wszystko. Za każdym razem staram się jej nie rozbudzać. Przebieram jej pieluchę z mizernym światełkiem (najczęściej wyświetlaczem radia) bez wyciągania z łóżeczka, staram się do niej odzywać tylko w ostateczności a i to szeptem i kojącym głosem, nie reaguję na jej zaproszenia do zabawy. Naprawdę nie wiem już co robić. Czy w ogóle da się coś zrobić czy po prostu to przeczekać?

9 myśli nt. „Najfajniejszy wiek i problem nie do rozwiązania

  1. ~Mamuśka Mylcia

    8-9 miesiąc- u Nas jest to samo. Do tego dochodzi szczypanie, krzyk i uciekanie przy zmianie pampersiaka i przy przebieraniu. Hania też nie przesypia nocek. Parę razy jej się to zdarzyło ostatnio i już nawet miałam nadzieję, że tak zostanie, ale niestety nie. Budzi się z przeraźliwym krzykiem, dostanie cycusia i śpi dalej, a takich pobudek w nocy jest kilka… nie wiem czemu tak jest. Za dużo przeżyć w ciągu dnia, a może to przez zęby..

    Odpowiedz
    1. Herbata Autor wpisu

      O tak! Jeszcze uciekanie przy zmianie pampersa! Ale to w sumie zaczęło się dopiero teraz. Tak jak pierwsze sprawdzanie co to jest bicie i szczypanie i czy wolno to robić. Nie wolno. Ale próby trwają. (I tu wychodzi plus wychowania bez klapsów! :D Bo zawsze mówię Ewie: „my ciebie nie bijemy, więc ty też nas bić nie możesz”). To zazdroszczę, że Hania zaraz po cycku zasypia… Bo u Ewy to jest dwugodzinne chodzenie do niej co chwilę, płacze, krzyki, „sama-nie-wiem-czego-chcę”, zasypianie i budzenie się natychmiast jak wyjdę z pokoju, albo za dwie minuty. Ale w sumie wszystko się równoważy, bo Ty za to wstajesz kilka razy na cycusia.

      Może to zabrzmi kiepsko Mylciu, ale uspokoiłaś mnie trochę, że nie tylko u nas tak się dzieje, więc może to normalne ;) Zęby też mi przyszły do głowy, ale zastanawiałam się czy to może trwać aż tak długo. Ale może może :)

      Odpowiedz
  2. ~t.vik

    Dużo dzieci tak ma, jeśli nie wszystkie. Twoja córcia nie jest wyjątkiem. My też tak mieliśmy i wtedy albo ja miałem przechlapane, jeśli rano nie szedłem do pracy, albo żoneczka. My sobie radziliśmy starą, morderczą dla rodziców metodą, czyli noszeniem na rękach i bujaniem. Czasami bicepsy odpadały, ale przeważnie skutecznie zasypiała w ciągu pół godziny. Przeważnie, bo czasami dopiero po godzinie, a rekord wynosił coś koło półtorej. Po jakimś czasie żona wpadła na pomysł zakupu huśtawki z Ikei, takiej do 120kg. Można w niej położyć dziecko i bujać bez odpadających przedramion.
    Przyczyna? Ja stawiam na zęby, bo wszystko na to wskazywało, no i za jakiś czas oczywiście jej przeszło.
    Pozdrawiam.

    Odpowiedz
    1. Herbata Autor wpisu

      No, u nas metoda ta sama, ale trwa to trochę dłużej. To znaczy zasypia bardzo szybko na ogół, ale za chwilę się budzi. A długo tak mieliście?

      Jak na razie tylko ja mam przechlapane, bo małż złamał nogę i niezbyt się nadaje do… eee… do czegokolwiek wymagającego oparcia na obu nogach :D

      Odpowiedz
  3. ~Ilona S.

    Ja radzę przeczekać. Tez tak mielismy. Misia ok 3 w nocy się budziła, wstawała w łóżeczku i nas wesolo wołała :)Teraz też budzi się często ale tylko na cycusia. Kolezanka z córeczką przechodziła to samo, około 2-godzinne przerwy w spaniu. Samo przeszło :)

    Odpowiedz
  4. ~Mira Faber

    U mnie też tak było. Ja wracałam do pracy kiedy córka miała 9 miesięcy i poskarżyłam się pielęgniarce środowiskowej, która nas odwiedziła przed moim powrotem do pracy, że jestem nieprzytomna codziennie, bo córka się budzi i chce jeść. Pięlęgniarka powiedziała mi, że nie budzu się z głodu tylko z przyzywaczajenia i żebym nie dawała jej nic w nocy do jedzenia to po iilku razach się zorientuje że nie opyla się budzić i nawet jak się zbudzi to spowrotem zaśnie. I tak zrobiłam. Przez pierwsze 2 noce było strasznie. Darła się jak nie wiem przez godzinę czy dwie, ale ją zostawiałam i płakałam pod drzwami razem z nią :) Może ktoś to uznać za okrutne, ale postanowiłam spróbować, bo nie wyobrażałam sobie pracować dzień w dzień po zarwanych nochach. I dwie noce i się skończyło! I od tamtej pory przesypiała całe noce! Pozdrawiam radośnie. Mira

    Odpowiedz
    1. Herbata Autor wpisu

      To jest okrutne, ale głównie chyba dla rodzica ;) Też próbowałam tej metody. Wytrzymałam pod drzwiami 5 minut, za drugim razem chyba 10 i jak zobaczyłam jak Ewciak się we mnie wtula, zachłystuje i niespokojnie oddycha to dałam sobie spokój. To nie dla nas. Na szczęście nie chodzę do pracy i mamę mam na miejscu, więc jakoś dam radę ;) Nie powiem, wolałabym żeby już jej przeszło, ale tą metodą nie dam rady.

      Co do tego, że nie jest głodna to absolutnie się zgadzam. Skoro w wieku 6-ciu tygodni przestała mieć zapotrzebowanie na nocne dokarmianie to nie sądzę, żeby nagle jej wróciło. Kiedy to się zaczęło to przez pierwsze parę nocy starałam się uspokoić ją inaczej niż mlekiem, ale po 1,5 godziny kapitulowałam. Myślę, że ciepłe mleczko po prostu pomagało jej zasnąć, jak to zwykle ciepłe napoje.

      Odpowiedz
      1. ~t.vik

        Głównie dla rodzica? Dla mnie to jest makabra, że ktoś zostawia płaczące dziecko w osobnym pokoju. Myślałem, że szkoła „nie noś, nie dotykaj, nie reaguj na płacz” poszła w zapomnienie znacznej większości współcześnie żyjących rodziców. Przecież to jest zaprzeczenie dialogu. Jak dziecko się go nauczy, skoro rodzic nie odpowiada mu mimo wielu nawoływań? Jak nabierze zaufania? Zostawcie beznadziejną szkołę twardego wychowania i zaufajcie własnemu instynktowi.

        Odpowiedz
        1. Herbata Autor wpisu

          No u mnie zdecydowanie ta metoda była okrutna dla mnie. Dlatego też nie wytrzymałam dłużej niż parę minut i porzuciłam takie metody nawet się w nie zbytnio nie wgłębiając. Wybacz, ale po tylu nocach z „przerwami”, szczególnie teraz kiedy mąż złamał nogę i nie może mi pomagać, planowane wakacje poszły w trąbę, mam zwichrowany kręgosłup a dziecko waży już solidne 10 kilo, a obowiązków domowych wcale mi nie ubywa chwyciłam się rozpaczliwie nawet i „przetrzymania”, żeby tylko zaczęła przesypiać noce. Nie wyszło oczywiście, bo po prostu ja nie dałam rady i w końcu stwierdziłam, że kij, jakoś przetrzymam ten miesiąc aż M. wyjmą z gipsu i znowu będzie mógł mnie trochę odciążyć w weekendy.

          Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>