Matka niezastąpiona

Czy to ptak? Czy to samolot? Nie…! To MAMA!

Matka jest tylko jedna. Niezastąpiona superbohaterka. Możesz się na nią denerwować, możesz na nią psioczyć, krzyczeć, ale kiedy nadejdzie kryzys i tak będziesz jej potrzebował.

Ad rem. Wczoraj wybraliśmy się z M. na noc saunową. Po zamknięciu hal basenowych zeszła się grupa saunujących aby skorzystać z trzech rytuałów, peelignu, masaży, relaksującej atmosfery, różnych saun, basenów schładzających i poczęstunku na tarasie zewnętrznym. Impreza zaczęła się krótko po 22, a skończyła późną nocą, albo wczesnym rankiem. Nie wiem, bo my z M. ewakuowaliśmy się po ostatnim rytuale czyli około 1 w nocy stwierdzając, że przyjęliśmy swoją dawkę ciepła na ten miesiąc, a poza tym nie wypada spać do 15 skoro mamy dziecko. Przed wyjściem wykąpaliśmy Kiki i uśpiliśmy ją zostawiając ją w dobrych rękach moich rodziców. Mama obiecała, że rano do niej wstanie, żebyśmy mogli odespać randkę. Było to konieczne, bo jakoś nie potrafiłam myśleć o położeniu się o 2 i wstawaniu do niej o 6 bez nerwowego tiku, (oko mi latało na samą myśl). Kitka zachowała się wprawdzie bardzo kulturalnie, bo uszanowała babciną potrzebę snu i, mimo że zasnęła o 20 to wstała dopiero o 7:30, (dla mamci to nigdy nie jest taka wyrozumiała…)

O 10 martwą odemknęłam powiekę. Lecz zamiast pieszo do lokalnych świątyń progu iść za zwrócone życie podziękować Bogu postawiłam z M. kropkę nad i, czyli nagraliśmy mały reprise do randki z poprzedniego wieczoru. Koło 11 wychynęliśmy z czeluści naszego pokoju, aby dowiedzieć się, że: Mała Ze wstała o 7:30, została nakarmiona, i przewinięta, pobawiła się, z braku nocnika, który popadł w niewolę w naszym pokoju walnęła kupę w pieluchę, pojechała z dziadkami na zakupy, poszła do sąsiadki po jajka i mimo wyraźnego zmęczenia odmawia spania w sposób głośny i niepozostawiający wątpliwości. Ponieważ chwilowo dziecko było zajęte zabawą, ustaliliśmy, że zjemy z M. śniadanie i zaraz po tym spróbujemy ją uśpić. Myśl była trafna, bo mniej więcej w połowie mojej świeżej bułeczki mała zaczęła pocierać oczka. Mama spróbowała po raz kolejny uśpić ją stosując standardową procedurę ;) ale niewiele to dało. Głośne protesty zmusiły ją do kapitulacji. Spróbował M., ale mama zgasiła jego zapał w zarodku, (w sumie niepotrzebnie, bo od trzech dni sam ją usypia ze skutkiem pozytywnym), Przełknęłam w pośpiechu ostatni kęs i weszłam do pokoju Ewy.

Proszę Państwa, to nie było wejście. To było Wejście. Weszłam bowiem jak Kapitan Ameryka w środek bitwy, jak Superman do kryjówki czarnego charakteru, aby uwolnić spętaną Lois, jak oddział pancerny na pole bitwy piechoty. Zsunęłam roletę niżej, żeby bardziej przyciemnić pokój. Wyłączyłam światło w karuzelce, zapętliłam kołysanki, zamknęłam drzwi do pokoju dziadków i przymknęłam drzwi do naszego. Zapakowałam dziecko w śpiworek, (bez względu na upały nie umie bez niego zasnąć, chyba, że pada już na twarz), wzięłam na ręce i zaczęłam ją kołysać w sobie tylko znany sposób robiąc szeptem chórki dla Turnaua i Umerowej. W pierwszej chwili Ewa wygięła się w łuk jęcząc, że nie chce. Po paru sekundach spojrzała na mnie szparkami zamiast oczu i przestała stawiać opór. Jeszcze pięć sekund i oparła główkę na moim ramieniu i objęła mnie rączkami. Kołysałam ją chwilę dłużej niż było potrzeba, żeby na pewno nie obudziła się z płaczem przy odkładaniu. Ogółem cała akcja zajęła mi jakieś 5 minut.

Poczułam się naprawdę wyjątkowa. Poczułam się jak prawdziwy superbohater. Poczułam, że jestem absolutnie niezastąpiona, a w dodatku dla tej małej istotki jestem wszechmocna, jestem odpowiedzią na wszystkie pytania, remedium na każdy problem, z którym się spotyka, że jestem gwarancją jej szczęścia i poczucia bezpieczeństwa. To wspaniałe, niepowtarzalne uczucie i nie sądzę, żeby coś oprócz rodzicielstwa mogło je wywołać.

Po urodzeniu Ewy szybko doszłam do wniosku, że rodzice dają swoim dzieciom wszystko, a dzieci nigdy nie będą w stanie im się za to odwdzięczyć, bo po prostu nie są w stanie tego zrozumieć dopóki nie mają własnych. Teraz wiem, że jest odwrotnie. Ten ogrom miłości jakiego doświadczamy przy dziecku i od dziecka jest czymś za co rodzic jest wdzięczny do końca życia.

12 myśli nt. „Matka niezastąpiona

  1. ~t.vik

    No nie… taka młoda a już o końcu życia gada…
    Poczułaś się „wszechmocna”, „niezastąpiona”, „odpowiedzią na wszystko” :D
    Oby w wieku dorastania nie dała Ci Ewcia odczuć, że jesteś wszechsłaba, niezastąpiona w gderaniu, a odpowiedzią na wszystko nie jesteś Ty, tylko Ona i na dodatek negatywną :D
    Tak bywa czasami mimo, że niektórzy rodzice naprawdę mocno się wyginają z zaspokojeniem wszelkich potrzeb materialnych i emocjonalnych dziecka.
    Oby nie! ;)

    Odpowiedz
    1. Herbata Autor wpisu

      Oby nie ;) Ja taka wprawdzie nie byłam, ale mój mąż już tak, więc kto wie. W każdym razie wzięłam pod uwagę, że tak może być i podtrzymuję każde napisane słowo :) To co dostaję teraz musi starczyć z nawiązką ;P

      Odpowiedz
  2. Antonia

    to było po prostu wejście smoka…;) jednak u mamy to u mamy. i wiesz co – cieszę się że mimo małżeństwa nadal chodzicie na randki. bo niektórzy o tym zapominają.

    Odpowiedz
  3. ~Dorota z Maminkowa

    Herbatko, mnie myśl, że jestem wszechmocna lub niezastąpiona przeraziłaby. Nie chciałabym nigdy być taka dla swojego dziecka, nie chciałabym nigdy być taka w swoich własnych oczach. Zgadzam się jednak z Tobą, że dzieci na swój sposób „odwdzięczają się” bez przerwy każdym uśmiechem, czułością, swoją beztroską, choć ja nigdy nie pomyślałam o tym w ten sposób, że daję im „wszystko, a dzieci nigdy nie będą w stanie im się za to odwdzięczyć”. Dla mnie to jest powinność, którą sobie wybrałam sama i liczę się z tym, że jeśli popełnię błąd, to spotka mnie kiedyś wielki ból, ale nie oczekuję przejawów czy słów wdzięczności, raczej tego, że one sobie poradzą beze mnie i że ja jednak będę umiała i mogła być zastąpiona i nie tylko nie wszechmocna, ale czasem nawet bezsilna.

    Zazdroszczę randki. Nam się chyba już nie przydarzy póki dzieci nie dorosną :(

    Odpowiedz
    1. Herbata Autor wpisu

      Doroto mam złą wiadomość. Chcesz czy nie – jesteś dla swoich dzieci wszechmocna i niezastąpiona. Nie wyobrażam sobie po prostu matki (oczywiście normalnej, nie patologicznej), która dla swoich dzieci taka nie jest. Maluch zawsze tak patrzy na mamę. Przeraża Cię to czy nie – tak już jest. To oczywiście nie przekłada się na inne sfery życia i nie znaczy, że wpadłam w taki samozachwyt, żeby chodzić i rozpowiadać naokoło, że nikt mi teraz nie podskoczy. Ale poczułam kim jestem dla Ewy.

      Odnośnie tego , że dzieci nigdy nie będą się w stanie odwdzięczyć – pomyślałam tak krótko po tym jak zostałam mamą i poczułam jak bardzo można kochać i ile można dla swojego dziecka poświęcić. Wydaje mi się, że odebrałaś te słowa jako komunikat, że ja – heroiczna matka, poświęcam się dla mojego dziecięcia ze szlachetną acz bolesną świadomością, że ono nigdy mi się nie odwdzięczy choć powinno. Nie to miałam na myśli. Ta refleksja była skierowana w trochę inną stronę. Dopiero teraz kiedy sama mam dziecko poczułam, że JA nigdy SWOIM RODZICOM się nie odwdzięczyłam, nigdy nie doceniłam i nie rozumiałam na ile oni są dla mnie gotowi. Aż do teraz. Od Ewy też nie oczekuję przejawów i słów wdzięczności.

      Wiem, że nieraz będę bezsilna, że Ewa będzie sobie musiała i będzie umiała radzić sobie beze mnie. Ale tak jak moja mama dla mnie była superbohaterką mimo oczywistych ludzkich braków i pomyłek, tak ja będę dla swojej córki. Bo taka jest normalna kolej rzeczy.

      Co do randki to faktycznie, współczuję :/ Gdybyście mieli kogoś kto chociaż może przyjść się zająć dziećmi to byłoby na pewno inaczej. Tutaj wychodzi gigantyczny plus mieszkania z rodzicami – możemy zadbać o swoje relacje małżeńskie z całkowitą swobodą kiedy potrzeba.

      Odpowiedz
  4. ~Ilona S.

    To prawda. Tyle miłości i radości ile otrzymałam od dziecka przez jej rok życia nie miałam przez całe mój ponad dwudziestoletni żywot. Co do randki to gratuluję i zazdroszczę :)

    Odpowiedz
  5. ~Marika

    Tak masz rację MAMA to SUPERBOHATERKA w każdej sytuacji i każdej porze tylko ona dziecko pomóc może. Ale mi się zrymowało :) Ale faktycznie coś w tym jest! Zgadzam się również z Tobą, że o wartości naszej mamy przekonujemy się dopiero wówczas, gdy same tego doświadczamy!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>