„Nie wolno!”

Czy można dziecko wychować bez zakazów? Można. W myśl idei, że zakazy i nakazy to zło, które ogranicza dziecko i tak naprawdę jest nieodpowiednim środkiem nacisku, albo wręcz rodzajem przemocy stosowanej na potomku. W takim pojęciu zakazy i nakazy ograniczają wolną wolę dziecka i nie pozwalają mu rozwinąć w pełni swojego potencjału. Takie wychowanie to wychowanie bezstresowe.

Czy mogłabym zmieszać ideę wychowania bezstresowego z błotem tak, żeby zwolennicy poczuli, że mają aplikowaną najdroższą maseczkę w spa? Mogłabym. Ale szkoda mi czasu i wysiłku. Napiszę więc wprost i wulgarnie: to jest kupa. Szajs absolutny, idiotyzm, debilizm, gwałt na naturalnym procesie wychowania i wielka krzywda robiona dzieciom.

Dziecko musi mieć poczucie bezpieczeństwa. Do tego poczucia niezbędne mu są wyznaczone jasno granice, czyli informacje co wolno, a czego nie wolno. Naszym zadaniem jako rodziców jest przystosowanie dziecko do przyszłego życia w społeczeństwie, dlatego koniecznym jest nauczenie go zachowań społecznie akceptowalnych. Jaś, który tych zachowań nie zostanie nauczony wyrośnie na gniewnego i sfrustrowanego Jana, który będzie wściekły na świat, że nie pozwala mu na wszystko, na siebie, że nie umie się w nim odnaleźć, na innych ludzi, z którymi nie będzie umiał się dogadać i na rodziców, bo to ich wina. Żeby więc już na początku nie wylać dziecka z kąpielą i nie pogubić go w tym zwariowanym świecie, stawiamy granice i drogowskazy właśnie w postaci zakazów i nakazów.

Czy jednak wszystkie zakazy są konieczne? Kikul ma dopiero 7 miesięcy, a ja już niejednokrotnie złapałam się na próbie zakazania jej czegoś, czego tak naprawdę nie musiałabym jej zabraniać. Wzięło się to chyba z błędnego przeświadczenia wpojonego mi przez otaczający świat, że moją rolą jako matki jest głównie zakazywanie. Powiem wam, że nawet nie jest to sprawka moich rodziców, bo nigdy nie byli nadmiernie kontrolujący i odmawiający mi swobody. Ale potem człowiek dorasta i wszędzie słyszy „nie”. Nie zawsze skierowane w jego stronę. Po prostu to słowo otacza nas z wszystkich stron. Słyszę je na placu zabaw, w kolejkach w sklepie, u lekarza, wszędzie. Głównie skierowane do dzieci.

Jakiś czas temu przygarnęliśmy ze schroniska psiaka. Uroczą jednooką suczkę. Psiak ma najwyżej rok, więc borykamy się z jej – trudnymi często do zaakceptowania – szczenięcymi zachowaniami, (skakaniem, nadmiernym entuzjazmem, gryzieniem rzeczy itp.) Stąd w domu przez ostatni miesiąc słychać głównie: „Benita, nie!”, albo dla odmiany: „Benita, nie wolno!”. Przez to przeraziłam się jak to będzie jak Ewa zacznie chodzić i nagle „Benita, nie!”, zmieni się niechybnie na „Ewa, nie!” Nie chcę, żeby cały dom napełnił się takimi okrzykami.

Oczywiście bez względu na to jak bardzo bym tego nie chciała – to się stanie. Jak inaczej miałabym tak malutkiemu dziecku przekazać, że czegoś nie wolno? Powiem wam jak to sobie wyobrażam. Powiedzmy, że półtoraroczna Ewa próbuje ciągnąć psa za ogon, albo za wąsy. Proces jaki sobie w tym wypadku wyobrażam to: pierwszy komunikat, („Ewa, nie wolno!”), zastopowanie niepożądanego zachowania, (oswobodzenie psa i osunięcie od niego Ewy) i na koniec, krótkie i jasne tłumaczenie dlaczego został postawiony zakaz, („Pieska to boli.”).

Ale cała gruszka siedzi w tym, żeby wcześniej zadać sobie pytanie: „Czy aby na pewno nie mogę się zgodzić na takie zachowanie?” Naturalnie w takich przypadkach jak – choćby i nieświadome – robienie krzywdy zwierzęciu, czy człowiekowi, albo próba robienia rzeczy / dotykania przedmiotów niebezpiecznych dla dziecka, nie ma się w ogóle nad czym zastanawiać. Ale na przykład chlapanie w wanience? Ostatnio Kiki przechodziła taki okres. Teraz już raczej tego nie robi – bardziej ją interesują zabawki kąpielowe, ale miesiąc temu najlepszą zabawą było chlapanie. Mogłam jej tego zabronić. Mogłam konsekwentnie przytrzymywać jej rączki, albo nie pozwalać na chlapanie tylko od razu szybko ją myć i wyciągać. Nie zrobiłam tego. W pierwszym odruchu chciałam, ale zapytałam sama siebie czy aby na pewno to jest absolutnie nie do przyjęcia? W czym leży problem? Że cała podłoga jest zalana. Robi się ślisko, bo są płytki. Czy nie da się temu zaradzić tak, żeby wilk był syty i owca cała? Da się. Wystarczyło rozłożyć na podłodze stary płaszcz kąpielowy, który świetnie wchłaniał wodę, a potem przelecieć podłogę mopem. Mama, (czyli ja), – która z tych zabaw wychodziła też mokra od stóp do głów – sięgnęła po pokłady fantazji i przebierała się w strój kąpielowy. Przyznam, że obie miałyśmy sporo frajdy z tych kąpieli :)

Słowem: zakazywać – tak, byle mądrze :) Nie wszystko jak leci.

14 myśli nt. „„Nie wolno!”

  1. dani

    Najlepszy jest jak zwykle złoty środek, wychowanie bezstresowe to kompletna głupota, ale zakazywanie wszystkiego również nie jest dobre.

    Odpowiedz
  2. ~P.

    Fajnie, że potrafisz się nad pewnymi rzeczami zastanowić.Ja mam ostatnio okres takiego trochę ‚sztywniactwa’ i później tak siedzę i myślę: ale po co? Stałoby się coś? Obchodzi Cię to? Ale jakoś mało umiem się zreflektować..

    Odpowiedz
    1. herbata Autor wpisu

      Powiem Ci, że moja refleksyjna natura objawia się niestety, (a może na szczęście?) tylko w stosunku do Kiki. Jeśli chodzi o M. to ciągle nad sobą pracuję, ale ciągle widzę, że popełniam te same błędy.

      Odpowiedz
  3. ~Pani S.

    Jedyne, co mi pozostaje, to podpisać się pod Twoim mądrym wpisem obiema rękami. Nic dodać, nic ująć. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  4. Antonia

    absolutnie w pełni się z Tobą zgadzam. w całości. według mnie czasami trzeba coś zakazać, nakazać, powiedzieć nie lub nie wolno. czasami dziecko samo musi się przekonać że coś jest gorące lub zimne… uczymy się na błędach. ale dziecko musi mieć poczucie bezpieczeństwa. reszta jak zawsze wychodzi w praniu.
    serdecznie pozdrawiam Waszą Trójkę plus psa;))

    Odpowiedz
  5. ineczka

    najlepiej czuwać, żeby sobie nie zrobiła krzywdy, ale niekoniecznie od razu zabraniać….czasami dzieci robią na złość- im głośniejsze „nie”, tym chętniej właśnie to robią :)

    Odpowiedz
    1. ~t.vik

      Zgadzam się z Ineczką w pierwszej części jej wypowiedzi. Może krótko opowiem jak to wygląda w praktyce u nas. Zakazy są. Są, bo muszą być! Ale te zakazy zawsze wypowiadamy łagodnie (nie wykluczam możliwości ostrzejszych zwrotów, jeśli te łagodniejsze nie skutkują). Przykład – „nie dotykamy kwiatków” tzn, nie tylko córka ma ich nie dotykać, ale nikomu tego nie wolno (nasze kwiaty doniczkowe nie wymagają skubania liści, ani innej pielęgnacji ręcznej). Córka czasami próbuje, bo „zapomina”, ale po łagodnym i za razem poważnym upomnieniu szuka lepszego zajęcia. I tak mamy spokój z dotykaniem kwiatków, szklanych ozdób na parapecie, do których ma swobodny dostęp, z zakazanymi szufladami np z narzędziami, czy bateriami. Lekarstwa są absolutnie poza jej zasięgiem.
      „Lepiej czuwać, żeby nie zrobiła sobie krzywdy”. Właśnie o to chodzi! To jest dużo lepsze niż surowe zakazy dla dziecka, które jednocześnie widzi, że innym wolno, a jemu nie. U nas dziecko ma podobne prawa jak my, nie takie same, ale podobne. Dziecko dobrze się czuje, jeśli ma określone ramy i jest świadome tych ograniczeń, a przy tym widzi, że dorośli też się tego trzymają.
      Jak nauczyłem córkę co to jest „gorące”? Często obserwuje z moich rąk co robimy np. w kuchni. Rozmawiamy z nią wtedy i tłumaczymy dużo rzeczy. Córka wie jak się robi kawę i herbatę ( :) ) pokazałem jej wtedy w sposób kontrolowany, jak zimny, ciepły, lub gorący jest kubek. Do zimnego przystawiam jej i swoją rękę na długo, do ciepłego podobnie, ale do takiego, który ja sam już czuję, że można nazwać gorącym, przykładam tylko na ułamek sekundy, żeby poczuła gorąco, ale bez poparzenia i wtedy mówię, że jest gorący. Przy bardzo gorącym dotykam jeszcze szybciej i krzyczę AŁ! Lekcję kończę tłumaczeniem, że gorącego nie wolno dotykać, bo boli. Widzę, że ona to przyjmuje i nie boję się, że to, co robię jest nieodpowiedzialne, bo nie powinienem realizować tak szalonych pomysłów. Mam pełną kontrolę nad tym, co robię i nad zdolnością jej pojmowania. To działa! W każdej dziedzinie, bo rozmawiamy codziennie i codziennie jej coś tłumaczę. Często to, o czym jej kiedyś mówiłem ona powtarza po jakimś czasie w jednym, lub kilku słowach i gestach.
      Ja też mówię zakazom TAK, ale zakazom mądrym i potwierdzonym, że my – dorośli też tego i innych rzeczy nie robimy. Z drugiej strony, żeby nie czuła żalu po zakazie, proponujemy jej inne zajęcia, bo mózg nie znosi próżni, chce być stymulowany i dlatego z braku zajęć dziecko czasem „wchodzi w szkodę”. Natomiast co do „złośliwości dzieci” nie mogę się wypowiedzieć, bo takiego dziecka nie miałem :) ale nie wydaje mi się, żeby dziecko było złośliwe samo z siebie.
      Pozdrawiam.

      Odpowiedz
  6. ~Przedwieczorny

    Bardzo mi się podoba Pani stosunek do wychowania bezstresowego. Co do reszty to mam nadzieję że uda się Pani wytrwać w realizacji tych przemysleń.
    Najgorsze co moze spotkać rodzica to bezradność.

    Odpowiedz
    1. herbata Autor wpisu

      Dziękuję :) Muszę zakładać, że się uda ;) Gdybym zakładała inaczej to na pewno bym poległa. Co do dziecięcego przesuwania granic to jak najbardziej ma Pan rację. Ale kiedyś – w serialu komediowym co ciekawe – usłyszałam takie słowa: „Kiedy kupujesz nowy pasek naciągasz go do granic możliwości, prawda? Sprawdzasz jego wytrzymałość. Ale przecież nie chcesz, żeby pękł.” Z dziećmi jest tak samo. W tym okresie potrzebna jest konsekwencja w stawianiu i egzekwowaniu zasad, ale ze zrozumieniem dziecięcej psychiki i miłością zamiast agresji. Takie jest moje zdanie.

      Odpowiedz
    1. herbata Autor wpisu

      Serio, zakładałam go do jej kąpieli, bo byłam mokra od szyi w dół :D Ale i ona miała frajdę i ja :)

      Odpowiedz
  7. ~jus

    Podoba mi się to co piszesz, zgadzam się w pełni!

    Chciałabym tylko zejść z tematu i nadmienić, że krzyczenie na psa „Nie wolno!” i „Nie” mam mniej więcej taki sam efekt, jak krzyczenie tego do dzieci: żaden.
    Akurat zarówno dzieci jak i psy mi na sercu leżą, więc pozwalam sobie na taki komentarz. Wychowanie psa także jest sztuką, wymaga wiedzy i zastanowienia. Szczerze polecam książki i poradnictwo np. Zofii Mrzewińskiej.

    jeszcze raz przepraszam za czepialstwo off-topic:)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>