Sprawy organizacyjno – eee… coś tam.

Po pierwsze: chciałabym podziękować z całego serca wszystkim za miłe komentarze i życzliwe słowa :* Tylko t.vik może się spodziewać przysłania rachunku za ponowne zakładanie szwów jak wyniucham jego adres ;) Naprawdę aż mi się ciepło na serduchu zrobiło jak weszłam dzisiaj na bloga i zobaczyłam te wszystkie życzenia powrotu do zdrowia.

Dopiero dziś wróciłam ze szpitala i z kopyta wzięłam się za powracanie do normalnego życia, z wyłączeniem dźwigania oczywiście. Okazało się to i tak zbyt hurra-optymistyczne podejście więc w tej chwili przeforsowana leżę i próbuję skupić się na czymś innym niż na bólu rany pooperacyjnej, dlatego nie jestem w stanie powiedzieć czy z racji przytłaczającej ilości wolnego czasu notki będą się pojawiały częściej, czy raczej z racji słabości i niskiej odporności na ból, (bo jestem mięczakiem) będą się pojawiały rzadziej. Ale kilka napisałam w szpitalu więc raczej patrzyłabym na to optymistycznie. Nie poszedł mi tylko jakoś tekst o rodzinie wielopokoleniowej. Nie wiem jak go ugryźć. Chyba najbardziej by mi pasowała forma dialogu z kimś, kto ma inne poglądy na ten temat. Jest ktoś chętny? :D

W szpitalu było ogólnie super. Znieczulenie – miodzio. Oczywiście obudziłam się na sali pooperacyjnej, porozglądałam się samymi oczami, bo bałam się poruszyć, po czym – usłyszawszy deszcz za oknem – chciałam sprawdzić czy naprawdę aż tak leje i… podniosłam się na łokciach. Skończyło się to naturalnie głośnym jękiem i opadnięciem do pozycji wyjściowej, a potem cichym skamleniem: „sioooostrooo…” Ale ogólnie ból był do zniesienia. Mimo mojej mięczakowatości uważam wciąż, że ból po porodzie kleszczowym był dużo gorszy.

Oczywiście nie obyło się bez zabawnych sytuacji. Pierwsza miała miejsce w windzie. Ta leciwa cholera skoro tylko dotrze na miejsce wyraźnie podskakuje. Nie wiem, może z radości, że się dotelepała i nie spadła. Nie jest to zbyt fortunny moment jazdy kiedy się jest po operacji na macicy. Schody też raczej nie były opcją. Zjeżdżałam wczoraj poczciwą staruszką, żeby wyjść do rodziców i Ewuni na parking. Koniec jazdy został jak zwykle zaanonsowany radosnym hop! Syknęłam z bólu i – będąc sama w windzie – powiedziałam do niej z wyrzutem: Może by tak delikatniej z tym hamowaniem, co? Drzwi, które niepostrzeżenie zaczęły się otwierać wraz z początkiem zdania dokończyły swą mozolną wędrówkę i ukazały w pełnej krasie obcego faceta. Biedak najwyraźniej czekał na windę, a w zamian dostał windę z niespodzianką – uciekinierką z oddziału psychiatrii.

Druga sytuacja miała miejsce już dziś. Po pierwszym kozakowaniu umościłam się wygodnie na łóżku i zaczęłam oglądać nagrane odcinki Gwiezdnych Wrót, a rodzice poszli na spacer z Kitką. Wkrótce po osiągnięciu przeze mnie idealnej pozycji – jestem strasznie wybredną wiercipiętą – zadzwonił dzwonek do drzwi. Oczywiście! Poczta. Najlepszy przyjaciel wypoczywającego człowieka. Zwlekłam się więc z łóżka i poślimaczyłam do drzwi. Jasne. Paczka. Ile? Ok, już przynoszę, czekaj pan. Człap – człap – człap do pokoju po torebkę. Cholera, nie ma! Gdzie jest? Aha, pewnie w przedpokoju została. Człap – człap – człap do przedpokoju po portfel. Cholera! Byłam w szpitalu więc przezornie w portfelu zostawiłam tylko 20 zł. Człap – człap – człap do pokoju po kasę. I znowu ślimaczenie do drzwi. Wlokąc się z portfelem w jednej i brzuchem w drugiej ręce pomyślałam, że strasznie głupio, że tak długo szukałam pieniędzy. Zaczęłam więc automatycznie myśleć nad wytłumaczeniem.

Przepraszam, że tak długo, ale dopiero wróciłam ze szpitala po operacji i kiepsko się ruszam. – Nie no, co ja głupia? To nie nasz regularny listonosz tylko jakiś inny. A jak postanowi skorzystać z okazji i nas… ograbić??? Powinno być coś bardziej groźnego. Yyyy…. To może:

Przepraszam, że tak długo, ale dopiero się włamałam do tego domu i jeszcze nie wiem gdzie co leży.

13 myśli nt. „Sprawy organizacyjno – eee… coś tam.

  1. ~Pani S.

    Witaj po przerwie! Cieszę się, że szpital stanął na wysokości zadania i przy okazji operacji nie wycięli Ci poczucia humoru :) Zawsze mogła się lekarzowi omsknąć ręka ;) Czyli jednak nie jest tak źle z naszą służbą zdrowia :)

    Odpowiedz
  2. ~t.vik

    Piłka do pilates świetnie amortyzuje takie podskoki. Nie jesteś ciekawa reakcji tego obcego faceta, który tym razem zobaczyłby Ciebie w windzie siedzącą na piłce? Ja już to widzę oczami wyobraźni: „Co się tak gapisz, lepiej pomóż mi wstać”.

    A jeśli chodzi o brzuch… nie wyszły Ci z niego nożyczki?
    Zdrówka! ;)

    Odpowiedz
  3. ineczka

    dobrze, że jesteś :) widzisz, ile ciekawych spraw w tym szpitalu? ile inspiracji do wpisów? hehehehe a tak na poważnie, odpoczywaj, leż i nie miej z tego powodu żadnych wyrzutów :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>