O Naiwnej, Zołzewie i prawdziwie szczęśliwym zakończeniu

Dawno, dawno temu… Za górami, za lasami, za siedmioma głębokimi rzekami… leżało sobie pewne królestwo. Królestwem tym rządziła twardą ręką królowa Zołzewa. Królowa miała dwóch synów. Lenia i Gułę. Leniowi nic się nie chciało robić, a Guła choćby coś zrobił to i tak źle. Ale miał swój urok, więc pewnego dnia znalazł księżniczkę z sąsiedniego królestwa i zakochał się w niej z wzajemnością.

Zaczęli się widywać, raz u niego raz u niej. Księżniczka wolała, żeby Guła przyjeżdżał do niej, ale czasami nie dało się uniknąć dyplomatycznej wizyty na dworze Zołzewy. Królewna Naiwna, bo tak miała na imię, starała się nawiązać dobre stosunki z matką swojego wybranka. Była uprzedzająco grzeczna, prawiła jej komplementy, bo wiedziała, że próżna królowa chciała za wszelką cenę pozostać młoda, przywoziła dary ze swojego kraju, zgadzała się z nią w czym tylko mogła, słuchała udzielanych z wyższością rad i ani razu nie powiedziała księciu złego słowa na matkę, bo wiedziała, że nie przyniesie to nic dobrego.

Królowa Zołzewa zachowywała się dokładnie odwrotnie. Kiedy Naiwna zjawiała się na ich dworze traktowała ją z wyższością, lub lodowatą obojętnością. Narzekała na nią, starała się zająć miejsce przy boku syna, pouczała we wszystkim i prawiła drobne złośliwości. Na przykład kiedy królewna szła się kąpać, Zołzewa upewniała się gdzie udaje się Naiwna i w tym samym czasie kazała służbie zużywać ciepłą wodę dopóki królewna będzie pod prysznicem. Trzęsąca się Naiwna wracała do komnat księcia szczękając zębami, napomykając o incydencie, ale nie rzucając wprost oskarżeń. Kiedy królewna kupiła ukochanemu rzadki i drogi alkohol do kolekcji, królowa wypiła go pod jego nieobecność zanim zdążył go skosztować. Zołzewa uprzykrzała życie królewnie jak tylko mogła, ale stało się nieuniknione. Pewnego dnia Guła oświadczył się swojej wybrance.

Królowa doznała szoku. Najpierw spytała szczęśliwą parę trzy razy czy aby na pewno księżniczka nie jest w ciąży. Potem dociekała dlaczego w takim razie do licha chcą się pobierać. Kiedy młodzi wyjaśnili, że z miłości, Zołzewa opadła ciężko na tron i rozpłakała się. Nie zareagowała na słowa króla: „Żabciu! Ciesz się, kurwa!” i powlokła się pokonana do komnaty. Tam zaczęła obmyślać plan rozbicia narzeczeństwa swego ukochanego syna. Wkrótce jednak w jej królestwie pojawiły się inne problemy. Skarbiec zaczynał świecić pustkami, a zobowiązania finansowe wobec innych krain rosły. Królestwo Zołzewy utrzymywało się z eksportu przecudnej urody kwiatów. Jeden z sąsiadów już odmówił wpuszczania dostaw królowej na swoje tereny. Cała królewska rodzina rozpaczała i zastanawiała się co robić. Małżeństwo Guły nie ratowało sytuacji, a wręcz przeciwnie, ponieważ Naiwna pochodziła z niezbyt zamożnego, odległego kraju. Zaproponowała ukochanemu, że pobiorą się bez pompy, bez koronek i tiuli, bez wystawnego przyjęcia i tysięcy gości. Kochała go i najważniejsze dla niej było po prostu zostać jego żoną. Ale tu Guła tupnął nogą i zażądał wszelkich ślubnych luksusów. Zrezygnowana księżniczka nie wiedziała już jak mu pomóc.

Ustalili, że po ślubie zamieszkają w królestwie Naiwnej. Żadne z nich nie prowadziło własnych interesów. Książę Guła zajął się szukaniem pracy dla swojej przyszłej żony podczas gdy sam starał się ukończyć pomyślnie pierwszy rok studiów. Czwarty raz. Z rzędu. Zaproponował królewnie, że kiedy Naiwna znajdzie pracę, mogliby część jej zarobków wysyłać jego rodzicom, żeby wspomóc ich finansowo, bo oni naprawdę nie dają rady. Królewna zamyśliła się głęboko nad tym jak to Leń, brat Guły, całymi dniami siedział w Komnacie Gier i swoje skończone studia z mechaniki samochodowej, (czy coś takiego), przekuwał w prawie praktyczną wiedzę grając w Grand Theft Auto, jak to król zasępiony topniejącymi oszczędnościami udał się po zakup absolutnie niezbędnej do życia, rewelacyjnej, aż jednofunkcyjnej, super-hiper-duper-suszarki-do-grzybów, (bo zamierzał się tej jesieni wybrać na grzybobranie), jak to Zołzewa roniąc krokodyle łzy nad upadkiem swego królestwa roniła je raz na dwa tygodnie u kosmetyczki, która robiła jej żelowy manicure, a przez resztę dni topiła smutki w kieliszku doglądając pracowników na zapisach monitoringu. Potem jej myśli pobiegły do rodzinnego kraju gdzie za darmo mieszkali od miesiąca z Gułą na dworze jej rodziców, którym również się nie przelewało. Do swojej znalezionej naprędce pracy, przez którą, jak wszystko wskazywało, musiałaby przerwać studium fotograficzne, w którym realizowała swoją największą pasję, do Guły siedzącego całymi dniami w ich komnacie zamkniętej z obu stron, kiedy ona tak lubiła pootwierane drzwi i rodzinne, wspólne życie, do swojej przykurzonej propozycji skomnego ślubu, która była absolutnie nieakceptowalna dla Guły i…

… i gdyby tu miało nastąpić już szczęśliwe zakończenie to królewna kopnęłaby Gułę w cztery litery i zmieniła imię z Naiwna na Przebojowa, a potem żyła długo i szczęśliwie. Jednak nasz happy end jeszcze tu nie nadchodzi.

… i z tłumioną wściekłością odmówiła podając wszystkie logiczne argumenty, które nawet Guła musiał zrozumieć i przyjąć. Tak też się stało i książę porzucił swe niedorzeczne plany. Przyspieszymy trochę wydarzenia. Krótko mówiąc Guła i Nawina planowali jeszcze jakiś czas wesele. Królewna starała się godzić pracę i naukę, ale w końcu zrezygnowała z tej pierwszej. Nie mogła się pogodzić z porzuceniem swojej pasji i marzeń o przyszłości, więc porzuciła okres próbny zostawiając posadę dwóm dziewczynom, które potrzebowały i chciały jej bardziej niż ona sama. Jakiś czas później wyczerpała się zarówno cierpliwość rodziców Naiwnej dla nieogarniętego, dziecinnego Guły, jak i Zołzewy dla udawania, że wszystko jest ok i czekania aż związek jej syna sam się rozpadnie.

Pewnego dnia przyciśnięty przez matkę Guła po prostu przyszedł do królewny i ze łzami w oczach oświadczył, że to już koniec, że jej nie chce, nie kocha i nie zamierza się z nią żenić. Królewna nie odeszła z godnością jak w prawdziwych bajkach niestety. Rozpłakała się, sprzedała księciu soczystego liścia w twarz, potem wróciła z nim na dwór po swoje rzeczy i pojechała we łzach do własnego królestwa. Parę dni później Guła przyjechał z kolei po swoje rzeczy. Królewna szybko przestała płakać. Przez jakiś czas zostali z księciem przyjaciółmi, ale to również szybko się skończyło.

Nawina znalazła przystojnego księcia w sąsiadującym królestwie. Okazało się, że chłopak kochał ją potajemnie od dwóch lat i teraz, kiedy miał szansę, nie tracił czasu. W jego objęciach i pod urokiem jego pocałunków oraz hipnotyzujących zielonych zakochanych oczu królewnie szybko wyparowały z głowy resztki myśli o Gule i jego koszmarnej rodzince. Wyszła za mąż, i urodziła księciu śliczną królewnę. Okazało się, że jego rodzina jest zupełnie inna niż Guły. Księżniczka już na pewno nie musiała bać się teściowej, bo ta okazała się dobrotliwą królową, która traktowała ją jak córkę. Naiwna zmieniła imię na Szczęśliwa i po dziś dzień mieszka na swoim dworze otoczona kochającą rodziną i prowadzi swoje wymarzone życie.

Jak widać nie każde szczęśliwe zakończenie nadchodzi wtedy kiedy tego oczekujesz. Ale jeśli cierpliwie poczekasz, okaże się ono prawdziwie szczęśliwe.

13 myśli nt. „O Naiwnej, Zołzewie i prawdziwie szczęśliwym zakończeniu

    1. herbata Autor wpisu

      Dziękuję :) Muszę przyznać, że jestem zadowolona z tej notki. W ogóle cieszy mnie ten blog, bo mam wrażenie, że nie tylko wyżywam się twórczo, ale też, że jakoś tam powoli i mozolnie się ten mój styl rozwija w dobrym kierunku.

      Odpowiedz
  1. ~P.

    Świetna forma! U mnie jest tak, że matka mojego księcia jest właściwie całkiem w porządku(poza drobnymi złośliwostkami ale da się przeżyć, to po prostu pyskata baba jest), natomiast bardzo nie podoba mi się, jak traktują mojego księcia-właściwie jak parobka, najgorszego z braci. Ale to nic, już się wyrwał spod ich uroku ;)

    Odpowiedz
  2. Antonia

    jak ja się cieszę że kiedyś natrafiłam na tego bloga. piękna bajka. taka – powiedziałabym – z morałem. i śmieszy mnie to że Guła zaczynał znowu studia – kiedyś oglądałam taki kabaret – „my zaczynamy już 6 rok na tej uczelni i zapewniam że to nie jest medycyna”.
    serdecznie pozdrawiam.

    Odpowiedz
    1. herbata Autor wpisu

      Powiem Ci, że ludzie często nie doceniają tego co mają. Największym wrogiem szczęścia jest zachłanność. Naprawdę jest tylu ludzi, którzy muszą borykać się z poważnymi problemami, chorobami, stratami, a mimo wszystko potrafią odnaleźć w życiu radość, a obok pełno zgorzkniałych, wiecznie niezadowolonych, pazernych osób, którzy mimo zdrowia, dobrej sytuacji materialnej i rodzinnej chcą wciąż więcej. I jeszcze uważają, że mają ciężko, bo na przykład pokłócili się z teściową, albo mąż zapomniał o rocznicy, albo dziecko przyniosło pałę z matematyki. No naprawdę, koniec świata… :/ A wystarczy popatrzeć obiektywnie na to co się ma.

      Ja na przykład dla wielu osób jestem dziwaczką, bo uważam, że złapałam Pana Boga za nogi, a przecież nie pracuję, nie zarabiamy kupy kasy, nie wybudowaliśmy własnego domu, nie jeździmy najnowszym modelem auta, nie mamy zmywarki, kina domowego i innych „niezbędnych do życia”… pierdół. Ale mam przecież tak wiele! Tylu ludzi oddałoby pół życia za zajęcie mojego miejsca choćby na rok, na miesiąc. To mało? Uważam, że życie nie jest na szczęście sprawiedliwe. Gdyby było, nigdy nie dostałabym tyle szczęścia ile dostałam, bo niczym sobie na to nie zasłużyłam.

      Sorki, zrobiła się z tego komentarza prawie druga notka :D Ale jakoś tak mnie naszło…

      Odpowiedz
      1. ~Dziewczyna z Tatuażem

        Nie przepraszaj..
        po prostu doceniasz to co masz i to jest.. piękne…
        mi tylk od szczęścia brakuje zdrowia u dzieci.
        z resztą sobie poradze bo reszta.. nie jest ważna :D
        Nie masz zmywarki? ja mam dwie.
        Zosie i Asie :D i noszę je cały czas ze soba;P

        Odpowiedz
  3. ~darka pralka

    miałam dreszcze! Boże trzymam kciuki, żeby ktoś w końcu Cię zauważył i docenił twój talent do pisania ;*

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>