Mężczyzna i Kali

M. jest wspaniałym ojcem – wraca z pracy zmęczony, ale zawsze znajdzie czas dla Kitki, pobawi się z nią, porobi do niej zabawne miny, przewinie kiedy trzeba. Jest też cudownym mężem – zawsze mogę na niego liczyć kiedy jestem bardzo zmęczona, albo chcę w spokoju zjeść kolację czy nawet kiedy zwyczajnie nie chce mi się akurat przewijać Kitki, bo czytam. Przygotowuje kąpiel małej, robi jej kaszkę, towarzyszy nam przy kąpieli kiedy może. Gdy wracam z wykąpaną księżniczką siadam na przygotowanym wcześniej „stanowisku karmienia”, a obok czeka na mnie butla dla małej i gorąca herbata dla mnie. Często M. musi jeszcze polecieć po kilka rzeczy, których zapomniałam położyć sobie pod ręką. Po wszystkim idziemy wszyscy troje do pokoju Ewci, kładziemy ją do łóżeczka, a sami siadamy w fotelu bujanym obok (ja na kolanach M.) i czytam im obojgu bajkę. Kiedyś to wystarczało, żeby uśpić nasze małe dziecko, ale teraz mamy już większe dziecko i po wszystkim muszę ją jeszcze ukołysać na rękach przy wtórze kołysanek śpiewanych przez Turnaua, Umer i moją skromną osobę, a mój mąż w tym czasie rozkłada dla nas łóżko.

Ale czasami M. ma zabawne, typowo męskie wejścia. Przez moment mnie wkurzają, ale potem już tylko śmieszą. Na przykład w początkach nauki usypiania Ewy, które jakiś czas temu przechodził. Kołysał ją na rękach, ale małej wypadł smoczek. Bez smoczka jak wiadomo się nie da ;) więc patrzę jak mój na co dzień twardy, zaradny, pomysłowy mężczyzna sobie poradzi. Patrzy przez chwilę na zgubę i najwyraźniej postanawia ją zignorować, ale Kiki upomina się o swoje. Musisz jej włożyć z powrotem smoczek – podpowiadam więc. Na co M. stwierdza poirytowany – mam tylko dwie ręce. No pewnie, jak ja sama usypiam dziecko to wyrastają mi dwie dodatkowe ;) Zdarzało mi się, że wkładałam nieposłuszny smoczek do małego dzióbka jednocześnie przerzucając palcem u nogi kołysankę, która rozbudza córcię i nie przestając jej kołysać, bo już zamykała oczka i gdybym przestała to natychmiast by się obudziła.

Jest wiele sytuacji kiedy budową ciała przypominam bardziej mściwą boginię Kali niż normalnego człowieka, poruszam się jak komiksowy Flash między kuchnią, w której gotuje się obiadek dla dziecka, a pokojem, w którym rzeczony osobnik kitkuje na macie. Czasem muszę siedząc na ubikacji, albo stojąc pod prysznicem jednocześnie zabawiać rozmarudzoną Ewcię. Nie raz zdarzyło mi się sadzać ją w bujaczku z nadzieją, że posprzątam pokój, co oczywiście wiązało się z kolejną porcją występów ze szmatą w ręku z przerwami na sprint do kuchni, żeby sprawdzić czy woda na mleko już się wystudziła.

Jaki z tego morał? Jeśli chodzi o dziecko to kobieta jest wszechmocna, ma dziesięć par rąk i oczy dookoła głowy, niezawodną intuicję, tupet jak taran, jest delikatna jak młoda trawa na łące przy usypianiu a jednocześnie twarda jak tytan przy karceniu, ma łeb jak sklep a w dodatku jest modelem samouczącym się o wzmożonej odporności i funkcji autonaprawy.

A mężczyzna? Mężczyzna stara się jak może ułatwić swojej ukochanej życie, ale ogólnie już w jego projekcie zaszły zasadnicze różnice. Dlatego doceniam jego nieocenioną pomoc, starania i chęć nauki, a także fakt, że skoro ja póki co nie muszę iść do pracy to i on nie musi robić tego wszystkiego co ja :)

16 myśli nt. „Mężczyzna i Kali

      1. ~Dorota z Maminkowa

        To imię mojej kochanej mamy i moje drugie, a i Basię chciałam tak nazwać, tylko moja mama się sprzeciwiła dublowaniu jej imienia w rodzinie.
        A co do facetów, to się zgadzam. Ja też mam dziesięć par rąk, oczy po czterech stronach głowy, umiem wykonywać pięć prac na raz i moja doba ma co najmniej dwa razy tyle godzin, co mężowska… ale on tego nie widzi, że to, o czym mówi: „tego nie da się zrobić!” „jak miałem to zrobić, przecież robiłem to i to?!”, ja po prostu robię i nikt mi pomników za to nie stawia, a nieraz to i słowa pochwały nie powie, a nawet nie zauważy ;) Bo póki panuje ład i dzieci zadbane to nic się nie dzieje, niczego nie widać… a to tyle pracy i gimnastyki nieraz wymaga ;).

        Odpowiedz
  1. Antonia

    cóż od dawna wiadomo że mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus. my inaczej patrzymy na świat niż mężczyźni. życzę zdrowia dla Ciebie, Kawy i Mleka:)

    Odpowiedz
    1. herbata Autor wpisu

      Dokładnie tak. Wkurza mnie to czasami i to bardzo, ale tak już jest. Z drugiej strony często to się przydaje.

      Odpowiedz
  2. ineczka

    kochana, samo życie, koleżanka zostawiła dziecko z mężem, poszła do pracy na cały dzień, wraca, on zadowolony, że tak fajnie było, ona zdziwiona, ale nic…okazało się, że wyżarli wszystko z lodówki i bawili się cały dzień, w bałaganie i wśród brudnych talerzy :) a my to wszystko ogarniamy w trymiga :)

    Odpowiedz
    1. herbata Autor wpisu

      :D Poważnie? Nieźle! Ale faktycznie nietrudno w to uwierzyć. Niemniej mój chyba trochę bardziej by ogarnął, bo do zmywania jest pierwszy :) Ale co by mnie czekało po powrocie? Tego nie wie nikt… ;)

      Odpowiedz
  3. ~P.

    Taki facet w domu to skarb, gratuluję :) Na razie mój B. nie ma jak się sprawdzić, ale rokuje dobrze- jest bardziej rodzinny, „pro-dzieciowy”, troskliwy i bezinteresowny niż ja. Podziwiam wielozadaniowość,mam nadzieję, że coś takiego się nabywa :D
    Zapraszam do siebie

    Odpowiedz
    1. herbata Autor wpisu

      Nabywa się, nabywa, o to się nie martw ;) Człowiek myśli sobie: „Jak ja sobie z tym wszystkim poradzę?”, albo dla odmiany: „Co w tym trudnego?” Potem okazuje się, że jest jednocześnie łatwiej i trudniej niż się początkowo wydawało. Nie wiem jak to jest ale tak jest :D

      Odpowiedz
  4. ~MyHealthierReflection

    Przeczytałam kiedyś, że kobieta miłość do dziecka i umiejętność „matkowania” ma zakodowane i potrafi to w każdym wieku bez względu na sytuacje. Mężczyzna natomiast musi się tego nauczyć od podstaw.

    Duże brawa dla Twojego męża, króry dzielnie stawia czoła nowej roli i małemu człowiekowi ;)

    Odpowiedz
    1. herbata Autor wpisu

      Też to słyszałam i jestem przekonana, że to prawda. Słyszałam też opinię, (słuszną moim zdaniem), że u kobiety więź z dzieckiem tworzy się od momentu kiedy dowiaduje się o ciąży, a mężczyzna musi dopiero tego małego człowieczka poznać i wtedy dopiero zaczyna się budowanie więzi. Myślałam o tym dużo w ciąży i było mi nawet szkoda trochę biednych mężczyzn, których kobiety „odsadzają” na starcie ;) Ale trochę podziwiałam za to, że tak szybko odnajdują się w emocjonalnej sytuacji, do której my się przygotowujemy przez 9 miesięcy.

      Odpowiedz
      1. ~t.vik

        Zgadzam się z tym, że my – faceci jesteśmy trutniami, ale z tą opinią, że więź między ojcem a dzieckiem tworzy się dopiero, kiedy ojciec zobaczy dziecko… nie. Może u dużej części facetów tak jest. Może to dlatego, że kobieta czuje dziecko w łonie, albo buzują jej hormony. Ale takie generalizowanie jest trochę krzywdzące.
        Ja z kolei słyszałem, że generalnie to faceci są przeciwko przerywaniu ciąży, podczas kiedy to właśnie kobiety walczą o prawo do „własnego ciała”, żeby móc swobodnie i bez konsekwencji prawnych pozbyć się tego, do czego niby tak czują od początku więź.

        Odpowiedz
        1. herbata Autor wpisu

          Nie chciałam absolutnie generalizować i nie mam na myśli, że mężczyzna W OGÓLE nie czuje więzi z dzieckiem w łonie matki, ale zgodzisz się chyba, że macie trochę trudniej? ;) Absolutnie to nie jest wyrzut, po prostu jak chodziłam w ciąży to byłam zafascynowana tym, że przez cały czas, non stop czuję nasze Maleństwo. Każdy jego ruch, czkawkę, nawet jak się nie ruszała, jak akurat spała i tak ją tam czułam. To jest bliskość jakiej nigdy w żaden inny sposób i z nikim innym nie da się doświadczyć. Bliżej już się nie da być. I tę więź miałam na myśli. No i oczywiście to co wspomniałeś – hormony. Głównie oksytocyna odpowiedzialna za więzi emocjonalne. Mężczyźni mają trudniej, bo muszą o to wszystko starać się sami, niejako produkują to od zera za sprawą własnej woli, podczas gdy u kobiet pełną parą leci i wola i hormony i jeszcze na domiar pomaga właśnie ta bliskość.

          Co do przerywania ciąży, to nie chcę się rozpisywać, bo to jest dla mnie temat rzeka, także odniosę się tylko do końcówki Twojej wypowiedzi: „[...] i bez konsekwencji prawnych pozbyć się tego, do czego niby tak czują od początku więź.” Nie rozumiem tego. Takiej postawy. U kobiet znaczy. Nie rozumiem po prostu jak można NIE poczuć tej więzi, jak można nie pokochać, jak można się pozbyć i zabić. Nie TO, a KOGO. Kitka od samego początku była dla mnie osobą z krwi i kości a nie „zlepkiem komórek” jak to się teraz chętnie nazywa takie dzieci. Ale to są dzieci. Ona od początku była dzieckiem. MOIM dzieckiem. W połowie mną. W połowie M. A w całości odrębną sobą.

          Reasumując, bo i tak napisałam więcej niż chciałam – zero aborcji. Nie wgłębiam się tu w kontrowersyjne zawiłości prawnicze. Tylko moralne. Tak na dobrą sprawę nawet nie potrafiłabym podać 10-ciu logicznych powodów dlaczego NIGDY nie wolno usuwać ciąży. Dla mnie to jest… no po prostu złe. Tak zwyczajnie. To jakiś taki imperatyw, z którym się nie dyskutuje, bo nie ma po co. Tak zwane prawo naturalne :)

          Odpowiedz
          1. ~t.vik

            Pewnie, że się zgodzę, ale moim zdaniem to dlatego, że my – faceci w ciąży nigdy nie będziemy. I myślę, że podobnie czuje każda kobieta, która w ciąży jeszcze nie była. Ojciec dziecka, czyli sprawca ciąży może się wczuwać nie wiem jak (i dobrze, jeśli się wczuwa), ale nigdy nie poczuje. Podobnie siostra ciężarnej, która sama w ciąży nigdy nie była, będzie czuć jedynie tak samo jak ten mąż, nic więcej :) bo niby na jakiej podstawie? Tylko dlatego, że jest kobietą?
            Co do reszty Twojego komentarza, przyniósł mi pewną ulgę. Kolejną. Za każdym razem, kiedy dowiaduję się, że ktoś jest przeciwny aborcji z przekonania, czy choćby z natury, przynosi mi to ukojenie i przywraca wiarę w człowieka.
            Miałem kiedyś koleżankę, która w tej samej rozmowie potrafiła napiętnować autorkę Harrego Pottera, bo pisze o czarach i gusłach, czyli coś sprzecznego z jej wyznaniem, albo raczej z tym, co powiedział na mszy ksiądz, a chwilę później zmieniła temat i stwierdziła, że usunięcie ciąży, to wyłącznie kobiety sprawa, bo to kobieta jest w ciąży. Zero patrzenia na dziecko.
            Dzięki za ten komentarz i przepraszam, że nie odpisałem od razu, ale nie miałem swobodnego dostępu do klawiatki.
            Pozdrawiam.

  5. ~Dziewczyna z Tatuażem

    Mój Mąż to niby zaradny a tak czasami nieporadny…
    tak jak twój. czasami to się dziwię jak On się uchował na tym świecie :D

    a czasami to mnie zaskakuje swoją zaradnością. zależy kurcze.
    ale wiem jedno-Oni nam nigdy nie dorównają :D

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>